Rollkur, czyli zmuszanie konia do tańca


Rollkur, czy też inaczej mówiąc - hiperfleksja szyi (w języku angielskim funkcjonuje również określenie LDR - low, deep & round) jest techniką coraz powszechniej stosowaną w treningu koni. W praktyce metoda ta polega na maksymalnym zganaszowaniu konia podczas treningu, nierzadko do tego stopnia, że jego pysk dotyka klatki piersiowej. Często też stosuje się silne zgięcia szyi na boki. Ci, którzy są propagatorami tej metody tłumaczą, że takie ustawienie szyi i głowy pomaga koniowi rozluźnić się oraz rozciągnąć i unieść grzbiet (dla znających anatomię i mechanikę grzbietu konia zabrzmi to absurdalnie!), a następnie dać z siebie wszystko podczas konkursu. Owszem, trenowanie w ten sposób daje w rezultacie konia poruszającego się imponująco - z niezwykle wysoką akcją przednich nóg, a ponadto "uczy" konia absolutnego posłuszeństwa. Prawdą też jest, że konie trenowane mniej radykalnymi metodami nie są w stanie z nimi konkurować, ale to akurat jest kwestią przyjętych (m.in. przez niechlubną FEI) nowych kryteriów oceny.


Na nieszczęście główną propagatorką tej techniki jest gwiazda czworoboku - Anky van Grunsven (holenderska dresażystka i mistrzyni olimpijska) wraz z Sjefem Janssenem, jej mężem i trenerem. Występy Anky są bardzo wysoko oceniane przez międzynarodowych sędziów, co tylko pogłębia problem, ponieważ daje do ręki jej fanom i naśladowcom argument, że rollkur to droga do osiągnięcia sukcesu. Ponadto Anky i Sjef utrzymują, że na stosowaniu rollkuru zyskuje sam koń, ponieważ jest rozluźniony, zrelaksowany i może naprawdę pokazać swoje możliwości, a ponadto odczuwać przyjemność ze współpracy z jeźdźcem!

To, co oceniane jest tak wysoko w dzisiejszym dresażu, jest zupełnie niezgodne z założeniami klasycznego ujeżdżenia, które zakłada rozwój naturalnych zdolności konia, zgodnie z jego predyspozycjami fizycznymi i psychicznymi. Konie "rolowane" poruszają się jak marionetki - widowiskowo, ale sztywno i nienaturalnie - w rzeczywistości są spięte i mają usztywnione grzbiety, mimo że "rollkurowcy" wmawiają nam uparcie, że jest inaczej.



Kolejny argument adwokatów Anky zakłada, że jest ona profesjonalistką i nie przytrzymuje głowy konia na siłę - oznacza to jedynie, że nie wiedzą oni o tym, że żaden koń nie jest w stanie sam utrzymać takiej pozycji głowy przez dłuższy czas. Jest to możliwe tylko przez utrzymywanie tej pozycji siłą. Jednym z najważniejszych założeń klasycznego ujeżdżenia jest lekki kontakt, by umożliwić koniowi m.in. rozluźnienie w pysku i potylicy - w rollkurze jest natomiast zupełnie odwrotnie - głowa konia musi być przyciągana mechanicznie w stronę klatki piersiowej, co wyklucza wszelką subtelność (no, zawsze można konia spiąć na sztywno jakimś patentem i jeździć z otwartymi dłońmi, ale to byłoby już szczytem hipokryzji. W ramach dygresji - Isabell Werth nie mogąc osiągnąć u swojego konia wystarczającego zgięcia szyi z siodła ćwiczyła go w pogłębianiu tego ustawienia przez pół roku przy pomocy wypinaczy.)

Olimpijka Coby van Baalen i 15-letnia Angela Krooswijk lonżują kuca Power And Paint (kliknij zdjęcie żeby przeczytać więcej)

Konie podczas takiego treningu mają utrudnione widzenie, więc nic ich nie rozprasza - są maksymalnie skupione na tym czego wymaga od nich jeździec - jest to jeden z celów stosowania hiperfleksji, wytłumiony, maksymalnie "jezdny" koń. Konie z pyskiem przyciągniętym do klatki piersiowej mają również problemy z oddychaniem, ponieważ ustawienie głowy blokuje im tchawicę. Powszechnie uważa się, że gdy koń się ślini znaczy to, że przyjmuje wędzidło - w przypadku koni "rolowanych" toczenie piany wynika z tego, że koń po prostu nie może jej przełknąć. Nie wspominając już o sinoniebieskich od nacisku munsztuku językach, wypadających koniom z pysków, ani o nachrapnikach zaciskowych i paskach krzyżowych przyciskających skórę wewnątrz pyska do zębów i powodujących skaleczenia (i napięcia w całym ciele!). Czemu zatem koń się nie buntuje? Polecam poszukać informacji o wyuczonej bezradności - rollkur sprawia między innymi, że koń staje się niezdolny do protestu. Dialog staje się monologiem.

Watermill Scandic pod Patrikiem Kittelem (kliknij zdjęcie żeby przeczytać więcej)

Poruszmy kwestię owej wysokiej akcji nóg charakteryzującej konie "rolowane". Otóż mięśnie podkręgowe szyi u koni w hiperfleksji bardzo się wzmacniają - stają się krótsze. Głowę konia z jego nogami (upraszczając) łączy mięsień ramienno-głowowy (główny prostownik przednich kończyn), który przy takim treningu pracuje w nienaturalnym napięciu - gdy koń wjeżdża na czworobok, a jeździec pozwala mu w końcu unieść głowę, spektakularne wymachiwanie nogami to dla niego fraszka, w porównaniu do wysiłku jaki musi wkładać w te same ruchy w hiperfleksji. Zresztą Anky i Janssen otwarcie mówią o tym, że rollkur ma koniowi utrudniać zadanie podczas treningu do tego stopnia, żeby właściwy start był dla niego pestką (dlatego też podczas startu często nie widać oznak napięcia, np. wymachiwania ogonem). Jest jednak efekt uboczny tego aspektu - linie przekątne tworzone przez przednie i tylne nogi konia podczas np. piaffu, pasażu czy kłusa wyciągniętego, powinny być wg założeń klasycznego ujeżdżenia równoległe - natomiast u "rolowanych" koni widać dużą rozbieżność w ich przebiegu. Jest to błąd, a jednak sędziowie zdają się go nie zauważać. Nie widzą też, że konie te mają problem z utrzymaniem rytmu i stawianiem nóg jednocześnie po przekątnej (zaburzenia pracy diagonalnej kończyn), co jest przyczyną m.in. nienaturalnych przeciążeń (ciężar konia wraz z jeźdźcem często "spada" na jedną kończynę).
 

No i jak to w końcu jest z tym grzbietem? Badania na jakie powołuje się dr Heuschmann wykazują, że istotnie - u konia kłusującego w hiperfleksji można zaobserwować największą amplitudę uniesienia grzbietu. Jednak to wcale nie oznacza, że grzbiet pracuje prawidłowo. U konia trenowanego w rollkurze zbyt silne napięcie mięśni grzbietu, poprzez bezpośrednie powiązanie z mięśniami kończyn tylnych, uniemożliwia koniowi zgięcie w ich stawach! Przez to koń w rzeczywistości opiera się na przodzie, nie może właściwie podstawić kończyn tylnych pod kłodę, czyli zupełnie odwrotnie niż w zebraniu. Zwróćcie uwagę jak wysoko znajduje się podczas jazdy zad tych koni, w porównaniu do zadów koni trenowanych klasycznie. Poza tym mięśnie zadu i kończyn tylnych są znacznie lepiej przystosowane do unoszenia grzbietu niż mięśnie szyi - z tego przynajmniej założenia wychodzili najwięksi mistrzowie klasycznego ujeżdżenia. Ponadto ukoronowaniem pracy z koniem wg nich ma być lewada - z maksymalnym ugięciem w stawach tylnych nóg! Anky, Janssen i im podobni mają na ten temat odmienne zdanie.


Jeszcze jedną kwestią jaką należy poruszyć omawiając rollkur jest tzw. rozciąganie balistyczne, będące nieodłącznym elementem tej metody treningowej. Jest to technika streczingu polegająca na silnym rozciąganiu mięśni podczas zamaszystych ruchów. Wykorzystywany w niej jest ciężar własny kończyn i siła ich rozpędu - gwałtowne, "szarpane", "rwane" ruchy powodują silne rozciąganie i sukcesywne, siłowe zwiększanie zakresu ruchu konia. Nie ma bardziej kontuzjogennej i bolesnej metody rozciągania.
Zajrzyjmy jeszcze głębiej. U szczytu czaszki konia znajduje się kostna wypustka, zwana potylicą. Tam znajduje się przyczep nie tylko więzadła, które przebiega dalej wzdłuż całego kręgosłupa konia, ale także mięśni szyi, bezpośrednio połączonych z grzbietem. Przy hiperfleksji zarówno więzadło, jak i mięśnie są maksymalnie naciągnięte, a to z kolei powoduje kontuzje bezpośrednio w okolicach potylicy - zostało doświadczalnie stwierdzone, że większość koni trenowanych "głęboko" ma w tym rejonie zmiany zwyrodnieniowe (np. narośle z okostnej, która nadbudowuje się w miejscu kontuzji). Ponadto, poprzez zaburzenia równowagi, rytmu i obronne napięcia w grzbiecie, często dochodzi do przeciążeń aparatu ruchu. Doktor Heuschmann wymienia m.in.: częste kulawizny, nadwyrężone mięśnie, zmiany chorobowe w stawach. W ramach podsumowania posłużę się jego cytatem:

"Czym się zajmujemy, my, lekarze weterynarii - jaką spełniamy w tym rolę?

To jest jak bycie lekarzem pracującym w komnatach tortur Saddama Husseina. Oni prawie zabijają tych ludzi, ty ich naprawiasz, a kiedy są już zdrowi - wysyłasz ich z powrotem. Taki jest nasz świat, to jest to co robimy. Nie chcę być częścią tego cyrku produkującego biedne zwierzęta, robiącego tani show, a następnie zabijającego je. To nie jest cel ujeżdżenia." dr G. Heuschmann



 ROLLKUR - linki:

Ulrike Thiel - Kanał YouTube (Documentation Hyperflexion) - sławni dresażyści przed wjazdem na czworobok

Anky van Grunsven Rollkur Clinic I

Anky van Grunsven Rollkur Clinic II

Anky van Grunsven Rollkur Clinic III

Theresa Sandin - Sustainable Dressage - artykuły o rollkurze

Rollkur w Wikipedii

2 komentarze:

  1. Dla mnie to barbarzyństwo, żeby osiągać swoje cele w taki sposób. Metody tej na pewno nie stosują miłośnicy koni, tylko wyrachowani ludzie patrzący wyłącznie na swoje interesy, bez jakiejkolwiek uwagi na dobro konia. To okrutne i smutne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Twojego komentarza dodałabym jeszcze, że jest to traktowanie konia nie jak zwierzęcia posiadającego uczucia, a maszyny potrzebnej do zdobywania medali...

      Usuń