Headset, czyli o ustawieniu głowy

W terminologii jeździeckiej pojawia się często słowo: "ustawienie". Ma ono oznaczać pewną ustaloną pozycję, w jakiej według jeźdźca ma za zadanie poruszać się koń.

W języku angielskim funkcjonuje słowo oznaczające ustaloną pozycję szyi i głowy konia - "headset", czyli w wolnym tłumaczeniu "ustawienie głowy". Koniarze, mówiąc o owym "ustawieniu", zwykle mają na myśli głównie szyję i głowę konia. Ustawienie oznacza często po prostu zganaszowanie, a dyskusja toczy się nad jego optymalnym stopniem. Czy głowa ma znajdować się "przed pionem", "za pionem", czy też "równo z pionem"? Jak wysoko czy też nisko ma być ustawiona szyja konia?
Dlaczego koncentrowanie się jedynie na ustawieniu szyi i głowy jest złą praktyką?
Otóż dlatego, że uczy konia jedynie jak usztywniać mięśnie potylicy, szyi i grzbietu. Istotne jest to co dzieje się "z tyłu" konia, czyli stopień zaangażowania jego zadu - rozluźniony, kołyszący się grzbiet pozwalający miednicy na zmianę pozycji, a co za tym idzie - zaokrąglenie grzbietu. Tu właśnie powinna być skupiona uwaga jeźdźca. Natomiast ręce, zamiast manipulować końską głową, powinny dawać mu możliwie najsubtelniejsze sygnały, a już w żadnym wypadku nie powinny blokować naturalnego ruchu w obrębie szyi i głowy - szczególnie w stępie i galopie, kiedy to ruchy te są najwydatniejsze.

Swobodne mięśnie grzbietu, zaangażowany zad (podwinięta miednica) i sprężyście uginające się stawy tylnych nóg są częściami składowymi zebrania. W zebraniu zad konia, mówiąc prosto, obniża się, a grzbiet zaokrągla się i unosi w okolicy kłębu, w wyniku czego unosi się również szyja oraz głowa. To wszystko prowadzi w sposób naturalny do tego, że potylica staję się najwyższym punktem konia - głowa z swobodnie z niej opada, koń może z lekkością przeżuwać wędzidło. Nie dość, że nadużywanie kontaktu i blokowanie głowy w ustalonej pozycji nie jest metodą na przygotowanie konia do pracy w zebraniu, to nie pozostaje bez negatywnego wpływu na motorykę i swobodę ruchu konia, a więc także i jego psychiczne samopoczucie.

Sposób myślenia zakładający, że ustalenie pozycji głowy konia i nakłonienie go do ruchu w zganaszowaniu wpłynie zbawiennie na sposób w jaki koń się porusza, a także "pokaże mu drogę" do zebrania, prowadzi niestety do stosowania różnych technik, patentów i kiełzn, mających zamknąć konia w ustalonej ramie. Z niezbadanych przyczyn wielu jeźdźców uważa, że jeśli przód konia wygląda na zebrany, to tył się w cudowny sposób dostosuje. Faktycznie - jest to dobra metoda, jeśli komuś zależy na tym, żeby jego koń "wyglądał na zebranego", a także żeby był bardziej "pod kontrolą", i może nawet wydawał się poruszać bardziej "okrągle". Techniki te jednak w rzeczywistości utrudniają koniowi drogę do zebrania i nie pozwala mu na rozwinięcie swoich naturalnych możliwości.

"To co dzieje się z głową w każdym danym momencie jest wynikiem całej oscylacyjnej dynamiki grzbietu." dr Deb Bennet

Powszechnie przyjęte jest, że tzw. „zejście głową w dół" oznacza odpuszczenie w pysku, podczas którego koń pozwala nam się zganaszować, tak że jego szyja jest wygięta w łuk, a nos cofnięty poza pion. Owszem, mamy wtedy wrażenie, że koń się poddał, a nawet złudzenie, że zrobił się lekki na przodzie. Co jest nie tak z taką postawą? U przeganaszowanego konia najwyższym punktem jest 2 bądź 3 kręg szyjny - jest to miejsce w kręgosłupie szyjnym, w którym najłatwiej jest konia "złamać" działaniem ręki. Nie jest to zatem ani zebranie, gdzie najwyższym punktem ma być potylica, z której głowa konia ma zwisać swobodnie, a nos pozostawać przed tzw. pionem (linią biegnącą od czoła konia prostopadle do ziemi), i w którym ustawienie szyi i głowy powinno naturalnie wynikać tylko z tego co dzieje się z resztą ciała, ani też postawa rozluźniona, gdzie kręgosłup szyjny powinien być wyciągnięty w przód i lekko w dół niczym giętki teleskop, od nasady szyi, aż po potylicę.



Z anatomicznego punktu widzenia taka postawa powoduje, ze względu na ciężar szczęki, trudność z otwieraniem pyska, sztywność i bolesność mięśni potylicznych, zapadnięcie się u podstawy szyi, a także znacznie ogranicza swobodę ruchu. Jest to jednak najpopularniejsza postawa i większość jeźdźców uparcie próbuje ją wyegzekwować od swoich koni. Wydaje mi się, że jest tak dlatego, że o wiele łatwiej zganaszować konia i zyskać nad nim panowanie (a nie ma co ukrywać, że zganaszowanie bardzo to ułatwia), niż wypracować rozluźnienie i zebranie, do których nie da się konia przymusić, i na które składa się tak wiele czynników, że trzeba naprawdę dużego poświęcenia i wielkiej cierpliwości, żeby je osiągnąć. Ale jak ktoś mądry powiedział: 'dobry jeździec powinien posiadać wszystkie cechy dobrego człowieka', a skłonność do poświęceń i cierpliwość na pewno do nich należą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz