![]() |
| Mój dwudziestojedno letni koń Ametyst i Teodor, 2011 r. |
Mając wdrukowane podobne myślenie próbowałam mojego konia odstawiać od pracy odkąd skończył 15 lat, sądząc, że już się wystarczająco namęczył i pracowanie z nim to zwykłe barbarzyństwo. Podchodziłam do odesłania go do stanu spoczynku regularnie co rok. A on, co rok, mówił mi prosto w oczy: „ej, czemu mnie tak zostawiasz...?” i ten zawód demonstrował się na zewnątrz konia postępującą utratą formy. A im był starszy tym ta zmiana była bardziej ewidentna. Konie, które całe życie współpracowały z człowiekiem znoszą nicnierobienie i brak uwagi bardzo ciężko. Przy ostatniej odstawce mój koń zaczął wyglądać naprawdę staro.
Dla kontrastu powiem, że dzisiaj wygląda jak rówieśnik mojego drugiego, sześcioletniego konia. Przewoźnik podczas niedawnego transportu zapytał mnie wręcz czy koń jest już ujeżdżony i szczerze się zdziwił jak powiedziałam mu, że tak – od siedemnastu lat. Co więcej – mój dwudziestoletni koń nigdy nie uczył się tylu rzeczy co teraz i ma z tego wielką przyjemność!
LEKKA PRACA KONDYCYJNA Z ZIEMI.
Trening z ziemi zawsze zaczynam porządnym występowaniem w ręku - chyba, że jest to tylko zabawowa sesja, podczas której koń rozwiązuje łamigłówki typu dotykanie nosem targetu czy podnoszenie czegoś z ziemi – to bardzo fajne ćwiczenia na szare komórki! Często też chodzimy na spacery w ręku do lasu i zwykle, oprócz marszu przerywanego kontrolowanym podjadaniem nic od konia nie wymagam. Teren za to jest bardzo wymagający, bo niezwykle pagórkowaty, zatem spacery są przyjemne z pożytecznym.
Po występowaniu w ręku proszę konia, żeby wyprostował się w stępie na kole – rozluźnił i wkroczył wewnętrzną tylną nogą pod pępek (podobnie jak na tym filmiku z Marijke de Jong). Ćwiczymy to na dwie strony, tak długo aż będę mogła odesłać go na większe koło, rozluźnionego, wygiętego, wkraczającego tą nogą pod środek ciężkości. Z siodła dobrym odpowiednikiem tego ćwiczenia byłoby proszenie o łopatkę do wewnątrz.
Następnie przerywam pracę, żeby zrobić koniowi podstawowy streczing i uwolnić napięcie w poszczególnych mięśniach. Jeśli widzę, że koń tego potrzebuje robię mu masaż grzbietu i szyi. Nie spieszę się. Wracam do tego pod koniec treningu, a jeśli widzę, że zachodzi taka potrzeba, bo koń wyraźnie się usztywnia – jeszcze raz w trakcie jego trwania.
Przechodzimy do rozluźniającego kłusa na kole. W razie potrzeby zapraszam konia na woltę, żeby poprosić go o wstawianie wewnętrznej nogi pod pępek i oddanie w rozluźnieniu żeber na zewnątrz (podobnie jak na tym filmiku) – i wtedy znów wypuszczam go na większe koło. Nie kłusujemy długo – czekam tylko na to aż koń zacznie się poruszać w pełnym rozluźnieniu. Wtedy daję mu sygnał werbalny „uwaga” co znaczy: „zmobilizuj się” czy też „zrównoważ się” i proszę go o zagalopowania.
I tu zaczyna się właściwa praca. Zagalopowania poprzez rozluźnienie powodują zaokrąglenie grzbietu – w galopie miednica konia zawsze ustawia się w taki sposób, przyciągana mięśniami brzucha w stronę mostka, że działa jak dźwignia na odcinek kręgosłupa formujący grzbiet*. Dla podniesienia poziomu ćwiczenia można poprosić konia o zagalopowania pod górkę. Na szczycie górki koń przechodzi do stępa, a u jej podstawy prosimy o wgalopowanie pod nią, obserwując uważnie czy przychodzi mu to z łatwością. Jeśli nie, można poprosić o podkłusowywanie w górę – to również jest wspaniałe ćwiczenie na używanie właściwych mięśni, potrzebnych do zaokrąglania grzbietu. To zaokrąglenie jest u konia najważniejszym aspektem w poruszaniu się „dobrze się używając”, a chcemy ponad wszystko, żeby nasz dojrzały koń poruszał się wydajnie.
*W kłusie osiami dla poruszających się kończyn tylnych są stawy biodrowe, w galopie jest to staw lędźwiowo-krzyżowy.
Podobny wpływ na ustawienie miednicy, a przez to na grzbiet konia cofanie, z tym zastrzeżeniem, że koń nigdy nie powinien się podczas niego usztywniać i rzucać głową. Kilka razy w ciągu treningu podchodzę do konia i proszę o wycofanie się – o tyle kroków ile przychodzi mu z łatwością. I znów – zwiększeniem poziomu trudności i efektywności ćwiczenia jest cofanie się pod górkę.
Podsumowując: stęp jest podstawowym chodem treningowym, kłus ma służyć rozluźnieniu, a galop i cofanie - wzmocnieniu właściwych mięśni (które to mięśnie można dowiedzieć się czytając Mechanikę grzbietu konia.)
ŻYCIE ZACZYNA SIĘ PO DWUDZIESTCE.
Co jeszcze może dojrzały koń? Otóż nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, jeśli oczywiście jego człowiek nie ma jedynie wyczynowych aspiracji. Dojrzały koń może pracować z cavaletti (co jest zresztą bardzo wskazane), skakać przez przeszkody (niskie skoki to świetna gimnastyka), wykonywać wszelkie możliwe elementy ujeżdżeniowe (dla przyjemności – nie do znudzenia!) i wyższej szkoły jazdy (no, może poza figurami nad ziemią) oraz odbywać wielogodzinne wędrówki po lesie.
Poza tym może uczyć się wielu nowych rzeczy! Ćwiczenia na piedestale, ukłony, targetowanie, turlanie piłki, pogoń za flagą, dzikie zabawy, hiszpański stęp, piaff, chody boczne – można by długo wymieniać. Wszystko co sprawi, że koń będzie miał poczucie, że jest jeszcze kochany i potrzebny, a co przy okazji wpłynie na rozwój intelektualny i fizyczny.
Do jakiego momentu można w ten sposób pracować z koniem? Dotąd, aż koń sam nie powie nam, że czas przystopować. Jeśli będziemy o niego dobrze dbać i nie próbować się go pozbyć, kiedy tylko przestanie być dla nas użyteczny jako sportowiec, będzie nam aktywnie towarzyszył dużo dłużej niż tylko do dwudziestki. Dobrze traktowany koń może i w wieku lat trzydziestu zabrać swojego właściciela na wcale nie nudną przejażdżkę po lesie.
Sedno sprawy tkwi w rozróżnieniu: czy potrzebujemy konia jedynie do występów i stanie się dla nas przeszkodą, gdy przestanie przynosić nam splendor, czy też darzymy go wyższym uczuciem i będzie miał dla nas zawsze tę samą wartość, bez względu na wiek i stan zdrowia. Warto nad tym pomyśleć i jeśli świadomie zaliczysz się do ludzi tej pierwszej kategorii poszukaj człowieka z tej drugiej, który chętnie przyjmie do siebie twojego emerytowanego konia i zapewni mu długie i szczęśliwe złote lata.
